Got 0 bytes response, method=default Response decode error Ich siłą była solidarność

katedra

 

 Zgromadziła nas tu pamięć o wydarzeniach sprzed 35 laty. Tę pamięć wpisujemy w ofiarę Mszy św., która jako uobecnienie zbawczych wydarzeń – męki, śmierci i zmartwychwstania Chrystusa – mocniej, dobitniej niż bliskie Boże Narodzenie przybliża nam Emanuela - Boga z nami, Jezusa Chrystusa, bliskiego ludzkich spraw.

A jedną z podstawowych ludzkich spraw – i praw, jest wolność; nic tak człowiekowi nie doskwiera jak jej brak; to w jej obronie człowiek nie odmawiał nawet ofiary z życia.

Otrzymaliśmy od Stwórcy trudny dar wolności, aby właśnie w wolności opowiedzieć się za Bogiem i za człowiekiem.

Nasz kraj – jego mieszkańcy – po zakończeniu II wojny światowej boleśnie odczuli brak wolności odzyskanej w 1918 roku. Dlatego wielokrotnie podejmowali działania, aby zrzucić więzy niewoli; wyrwać murom zęby krat… możemy wyliczać daty wolnościowych zrywów i wskazywać na upamiętniające je krzyże – w Poznaniu, Gdańsku i w Katowicach.

Wyczekiwanym dniem jutrzenki wolności można nazwać pierwszą wizytę papieża Polaka w ojczyźnie w 1979 roku i jego słowa wypowiedziane w Gnieźnie i w Warszawie, będące wołaniem proroka o Ducha Świętego, aby zstąpił i odnowił oblicze ziemi. Nie było to wezwanie do bezczynności. Było to wezwanie do działania serc odnowionych darami Ducha Świętego, a wśród nich jest dar męstwa.

Już latem 1980 roku objawił się ów dar Ducha – męstwo robotników w Gdańsku, Szczecinie i w Jastrzębiu. Naród powstał z kolan; solidarnie, aby podjąć dzieło odnowy oblicza polskiej ziemi; jej mieszkańców.

Wtedy to władza – postawiona pod ścianą – podpisała wymuszone porozumienia bez woli ich realizacji i natychmiast przystąpiła do opracowania planów ponownego zniewolenia społeczeństwa.

I tak 13 grudnia 1981 roku ogłoszono stan wojenny. My starsi pamiętamy łzy bezsilności wobec tego aktu bezprawia, którym ówczesna władza ostatecznie utraciła mandat do jej sprawowania! Pamiętamy o ofiarach stanu wojennego, do których w pewnym sensie wszyscy należymy.

W wielu miejscach kraju protesty nie ograniczyły się jedynie do słownej aktywności. Ku zaskoczeniu ówczesnych władz opór przeciwko stanowi wojennemu najmocniejszy był i najdłużej trwający na Górnym Śląsku, gdzie naruszona została zasada ludzkiej i górniczej solidarności. Rozpoczęła się walka na śmierć i życie.

Tak można powiedzieć, kiedy zachowujemy w pamięci tzw. pacyfikację kopalń a zwłaszcza wydarzenia w kopalni Wujek.

Tak możemy powiedzieć, kiedy dziś przypominamy bezprecedensowy protest górników kopalni Ziemowit i Piast; załóg kopalni ze sobą sąsiadujących, złączonych tymi samymi ideałami i połączonych podziemnym chodnikiem. Jednak ich najmocniejszą więzią była solidarność.

„Ludzie byli oburzeni ogłoszeniem stanu wojennego. Każdy zastanawiał się przeciw komu jest ta wojna (…)”. Strajk przeciwko stanowi wojennemu i w obronie przywódców Solidarności na kopalni Piast - strajk pod ziemią – trwał cale dwa tygodnie - od 14 do 28 grudnia 1981 roku. W obronie ideałów solidarności strajkowało około 2 tys. górników. Ich siłą była solidarność i czeluście kopalni, gdzie trudno było wprowadzić oddziały ZOMO i czołgi ludowego wojska polskiego. Więc reprezentanci władz prowadzili wojnę pozycyjną, psychologiczną, ostrzeliwali argumentami humanitarnymi, zdrowotnymi i religijnymi, dezinformacją.

2. A wszystko zaczęło się 14 grudnia, na poziomie 650… Strajk był dobrowolny i każdy z uczestników miał prawo decydowania o tym, jak długo pozostanie pod ziemią. Dlatego szyb i klatka na wyjazd nigdy nie były blokowane – wszak strajkowali w imię wolności, dlatego ich wolność była respektowana, choć „rozkręcona” propaganda twierdziła coś innego.

Z perspektywy lat z uznaniem patrzymy na samo zorganizowanie strajku po ziemią, gdzie górnicza dniówka trwa 7,5 godziny i wyczerpuje wystarczająco. A górnicy strajkowali 14 dni po 24 godziny…

Czeluście kopalni nie są odpowiednim miejscem na strajk. Wszak występują tu liczne zagrożenia, jednak doświadczenie zdobyte w pracy pod tą ziemią pozwoliło górnikom właśnie tam zorganizować bezpieczny strajk okupacyjny. Strajkujący rozbudowali system komunikacji, zabezpieczyli szyby. Nade wszystko zabezpieczyli i utrzymywali w gotowości do podjęcia produkcji poziom ogarnięty protestem. Przecież górnicy nie strajkowali przeciw własnemu zakładowi pracy, dlatego nie dopuścili do nieodwracalnych szkód, utrzymując odwodnienie i dokonując koniecznego odświeżania węglowych ścian. Po prostu strajkujący byli solidarni, odpowiedzialni za siebie nawzajem, za zajęty na strajk poziom wydobywczy i za całą kopalnię.

Ich siłą była również solidarność rodzin i mieszkańców Bierunia! Godne podkreślenia jest nadzwyczajne zaangażowanie kobiet, matek i żon na powierzchni. To cisi bohaterowie tego strajku, najdłuższego w historii górnictwa. Ludzie na bieruńskim osiedlu po blokach zbierali pieniądze, produkty żywnościowe, a kobiety gotowały jedzenie od chwili, kiedy dyrekcja zabroniła korzystania ze stołówki.

Ich siłą była solidarność w modlitwie. Od 15 grudnia stałym elementem życia w kopalni na poziomie 650 były wspólne modlitwy. Prowadzili je sami robotnicy. Wzywali pomocy św. Barbary, uciekali się pod opiekę MB Częstochowskiej. Z głębokości ku niebu wybrzmiewał różaniec, litania do Matki Bożej w intencji Ojczyzny, rodzin; wołali o odwołanie stanu wojennego, o szczęśliwe zakończenie strajku i wyjazd na powierzchnię.

Solidarność w modlitwie była ich siłą, zwłaszcza, kiedy na kop. Piast dotarła wiadomość o śmiercionośnych kulach, które dosięgły 9. górników kopalni Wujek. Od tego momentu narastała psychoza, karmiona dezinformacją, wszak sztaby kryzysowe pracowały i rozpracowywały, aby jak najszybciej zakończyć strajk, który nie potwierdzał głoszonej przez władze tezy, iż wybrały mniejsze zło.

Zwracały się również o pomoc w zgaszeniu strajku do strony kościelnej, która jednak nie dała się zinstrumentalizować, a bp Bednorz stwierdził, że Kościół nie zaakceptuje żadnych antyhumanitarnych środków, żadnego siłowego rozwiązania.

W wigilię świat Bożego Narodzenia na kopalnię przybył z Katowic bp pomocniczy Janusz Zimniak z misją duszpasterską, udzielił absolucji generalnej, bo nie sposób było wyspowiadać w krótkim czasie aż tak wielu chętnych, udzielił Komunii św. A strajkujący przeżyli po ziemią niezwykłą wigilię i noc Bożego Narodzenia; chociaż dalej trwali w adwentowym oczekiwaniu na ostateczne zwycięstwo w myśl słów z proroka Izajasza, które słyszeliśmy przed chwilą!

 

Bo góry mogą ustąpić
i pagórki się zachwiać,
ale miłość moja nie odstąpi od ciebie
i nie zachwieje się moje przymierze pokoju»,
mówi Pan, który ma litość nad tobą.

3. Moralnie zwyciężyli, kiedy podjęli decyzję o zakończeniu strajku i 28 grudnia wyjechali na powierzchnię! Uwierzyli w dane im gwarancje bezpieczeństwa. Mieli zostać autobusami odwiezieni do domów. Z kopalni, po pożegnaniu ze św. Barbarą w sali zbornej, wyszli wolni, ale już poza nią rozpoczęły się aresztowania, internowania, zwłaszcza przywódców strajku, zwolnienia z pracy. Przyjmuje się, że około 1000 osób spośród strajkujących było w różnej formie represjonowanych po strajku, który przeszedł do historii jako najdłuższy protest górniczy prowadzony pod ziemią. Wielu z nich poniosło poważne konsekwencje; wielu otrzymało paszporty „w jedną stronę”. Wydawało się wtedy, że takie rozwiązanie było humanitarne. A jednak, zarówno przed laty, jak i dziś, upoważnione jest postawienie pytania o to, kto miał prawo podejmować tak arbitralne decyzje, w konsekwencji „banitów” pozbawiono pracy, ojcowizny i ojczyzny. O tej nierozliczonej karcie z dziejów naszej najnowszej historii, nie wolno nam zapominać!

Tu w Bieruniu przez całe minione 35 lat trwała żywa pamięć o górnikach spacyfikowanej kopalni Ziemowit i kopalni Piast, którzy solidarnie powiedzieli „nie” systemowi zniewolenia; oparli się stanowczo stanowi wojennemu; okazali górniczą i związkową solidarność!

Ich siłą była solidarność i modlitwa.

Górnicy kopalni Piast – może czasem w sposób nieuświadomiony – modlili się psalmem 130…, który zaczyna się od słów „De profundis” – „Z głębokości wołam do Ciebie Panie!” A kiedy wychodzili na powierzchnię, mogły im towarzyszyć słowa dzisiejszego psalmu:

 

Sławię Cię, Panie, bo mnie wybawiłeś 
i nie pozwoliłeś mym wrogom naśmiewać się ze mnie.
Panie mój, Boże, z krainy umarłych wywiodłeś moją duszę 
i ocaliłeś mi życie spośród schodzących do grobu.

        

Ostatecznie wyszli z głębokości, która była nie tylko fizycznym ale i duchowym doświadczeniem. Wyszli na światło, do swoich rodzin i bliskich, wrócili do parafialnej rodziny. Ich świadectwo pozostanie niezapomniane.

A my parafrazując słowa z dzisiejszej ewangelii zadajemy sobie pytanie: kogo przyszliśmy zobaczyć – w 35 rocznicę dramatycznego górniczego strajku? Przywołujemy wspomnienia, są obecni wśród nas świadkowie tamtych wydarzeń.

Przyszliśmy zobaczyć proroków, którzy po dziś dzień wskazują na wartości – takie jak wolność i solidarność – trzeba je nieraz drogo opłacić, aby stały się dostępne wszystkim, kolejnym pokoleniom.

Dlatego w geście wdzięczności chylimy czoło przed górnikami kop. Piast. I uczymy się od nich solidarności, bo potrzebna. Amen

Arcybiskup

SylwetkaNauczanieKalendarium
kalendarium

POCZTA ELEKTRONICZNA

Nowa poczta

Historia Archidiecezji

historyczna

Galeria

galeria3

Proces Beatyfikacyjny

machaw08

Kalendarz wydarzeń

Instytucje

Duszpasterstwa

Ruchy i stowarzyszenia

Media